BEZGLUTENOWA PIERWSZA KOMUNIA ŚW.

Dzień Pierwszej Komunii św. to ogromne przeżycie nie tylko dla dziecka, ale dla całej rodziny. Tak było również w naszym przypadku. Komunia św. mojego Synka, począwszy od przygotowań, poprzez próby, aż po samą uroczystość oraz przyjęcie wśród najbliższych, była dla nas ogromnie emocjonującym wydarzeniem. Dodatkowego napięcia przysparzał czas pandemii, ale najpilniej strzegliśmy jednak tego, by nasza Komunia była w pełni bezglutenowa. Czy się udało? Myślę, że tak. I wiem już, że niepotrzebnie się stresowałam, bo wystarczyło dopilnować kilku istotnych aspektów, by wszystko poszło jak z płatka. Zresztą, sami przeczytajcie:

Komunikant, czyli Hostia bez glutenu

Pierwsze kroki, od których rozpoczęliśmy nasze przygotowania do Pierwszej Komunii św. miały miejsce jeszcze we wrześniu, na początku roku szkolnego, gdy głośno i wyraźnie zgłosiliśmy zarówno katechetce, jak i księżom w parafii, że nasz Syn jest na diecie bezglutenowej. Co za tym idzie, będzie wymagał odpowiedniej bezglutenowej Hostii. To ważne, by osoba odpowiedzialna za przygotowania i obecna najbliżej ołtarza czuwała nad tym, by J. przyjął właściwy dla siebie Komunikant. Tu dowiedzieliśmy się, że musimy zakupić go we własnym zakresie i przekazać księdzu. W większych miastach często nie jest to konieczne, bo wiele parafii zamawia regularnie również Hostię dla alergików, ale warto to sprawdzić na samym początku, by nie dać się zaskoczyć się tuż przed uroczystością.

Komunikant można zakupić w dobrze zaopatrzonych sklepach z dewocjonaliami lub przez internet. Wybraliśmy tę drugą opcję i za hostię niskoglutenową (50szt) wraz z przesyłką zapłaciliśmy niecałe 30zł. Przesyłka dotarła do nas po 2 dniach, a zawartość była odpowiednio zabezpieczona, dzięki czemu nie połamała się podczas transportu. Zakupując Hostię warto zwrócić uwagę na opakowanie – my wybraliśmy plastikowe pudełko, które uznaliśmy za bezpieczniejsze, niż torebka foliowa, no i nie musieliśmy szukać opakowania zastępczego, ani martwić się, że zawartość się wysypie, czy pokruszy.

Bezglutenowa Hostia nie istnieje

Dlaczego kupiliśmy Hostię niskoglutenową? Bo nie ma innej! Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że bezglutenowy komunikant praktycznie nie istnieje.

Okazuje się, że Hostie produkowane z myślą o osobach nietolerujących glutenu zawierają jednak jego śladowe ilości, zwykle jest to 20-25ppm. Jest to ściśle określone przepisami Episkopatu Polski, z którymi możecie zapoznać się tutaj. Wprawdzie J. cierpi na nieceliakalną nietolerancję glutenu, zatem śladowe ilości nie powinny spowodować u niego poważnych konsekwencji zdrowotnych. Zdaję sobie sprawę, że dla osób cierpiących na celiakię, każdy mikrogram robi ogromną różnicę, dlatego zaopatrując się w komunikant niskoglutenowy – bo tak właśnie określane są hostie dla alergików, warto zwrócić uwagę na zawartość glutenu i wybrać ten o możliwie jak najniższym stężeniu, nie przekraczającym 20ppm.

Dodatkowo, należy pamiętać, że Pierwsza Komunia św. to nie tylko jedna msza św., ale również tzw. „biały tydzień”, podczas którego dziecko codziennie przyjmuje Eucharystię. Dlatego warto upewnić się, że nie zabraknie jej w kościele podczas mszy św.

Wina, wina, wina dajcie…

Dla zainteresowanych dodam ciekawostkę. Alternatywą dla niskoglutenowej hostii jest przyjęcie komunii św. pod postacią wina, jednak z uwagi na panującą obecnie pandemię, taka opcja nie wchodziła u nas w grę. Poza tym, nie jestem przekonana, czy alkohol zawarty w winie to dobry pomysł dla dziesięciolatka… Woleliśmy zatem pozostać przy niskoglutenowej hostii…

Przyjęcie bezglutenowe

Przyjęcie komunijne urządziliśmy w naszym domu. Zamówiłam catering u zaprzyjaźnionej kucharki, której również zastrzegłam, że dania mają być bezglutenowe. Mam wrażenie, że im mniejsza miejscowość, tym większe przerażenie na samo hasło „bez glutenu”. Ludzie często nie wiedzą, o co tak naprawdę chodzi z tą dietą bezglutenową, a jak wiadomo – niewiedza otwiera pole wyobraźni, która z kolei podsuwa nam niestworzone pomysły.

Tymczasem, okazuje się, że wystarczy zamienić panierkę na mąkę kukurydzianą/ryżową/jaglaną lub płatki migdałowe… Sos zagęścić mąką z tapioki lub śmietaną, do rosołu ugotować bezglutenowy makaron dostępny w supermarketach lub zrobiony wg przepisu na makaron bezglutenowy, który znajdziecie na blogu. Do tego bezpieczne dodatki typu: ryż/kasze/ziemniaki/frytki z ziemniaków czy batatów, a także wszelkiego rodzaju warzywa, surówki, kiszonki. I obiad bezglutenowy gotowy – wcale nie taki straszny, jak go malują 🙂

Pamiętajmy, zamawiając przyjęcie – czy to w restauracji, czy w cateringu, by zaznaczyć, że dania mają być bezglutenowe. Jeśli jesteśmy fanami zup-kremów lub mięs w sosie, bezpieczniej będzie na ten jeden dzień zrezygnować z nich na rzecz „czystych” zup, niezabielanych, typu tradycyjny rosół, czy barszcz, a także „czystych” mięs typu pieczyste. Wybierając dodatki upewnijmy się, czy istnieje możliwość wyboru bezglutenowej wersji, a jeśli stanowi to problem, zaproponujmy, że dostarczymy np. paczkę makaronu bezglutenowego. Wybierzmy surówki, zamiast np. kapusty zasmażanej, w której często znajduje się mąka pszenna. Możemy pokusić się także o przygotowanie bezglutenowych naleśników na krokiety we własnym zakresie i przypominajmy tak często, jak to możliwe, by potrawy bezglutenowe nie mieszały się na jednym talerzu z tymi „tradycyjnymi”, jeśli takowe również się pojawią.

Małe co nieco

Po dwudaniowym obiedzie przychodzi czas na tort. Dzięki diagnozie mojego Syna, mam to szczęście, że nauczyłam się piec bezglutenowe torty samodzielnie. Okazało się to dużo łatwiejsze, niż sądziłam, a przy okazji jest przy tym sporo dobrej zabawy i… okazja do podjadania 🙂 Dekoracje z ciętych kwiatów „zrobiły robotę” maskując wszelkie niedoskonałości i mój „zwykły” tort robił naprawdę niezwykłe wrażenie.

Oprócz torcika, zaserwowałam gościom bezglutenowy sernik, tartę z truskawkami, kruche bezglutenowe ciasto z pianką, które wzbogaciłam borówkami oraz bezglutenową szarlotkę. Wszystkie ciasta przygotowałam samodzielnie. Wybrałam takie, które nie wymagają wiele pracy, a przy tym zawsze się udają. Pamiętajcie, że takie „pewniaki” to najlepszy wybór na każdą imprezę. Eksperymenty w kuchni to coś, co kocham i popieram całym sercem, jednak oddajmy się im w innym czasie, niż przed samym przyjęciem. W chwili, gdy nie ma czasu na nieudane próby (a wierzcie mi, że takie zdarzają się nawet najbardziej wytrawnym cukiernikom), postawmy na coś, co znamy i lubimy. To oszczędność czasu, pieniędzy, ale przede wszystkim niepotrzebnego stresu.

Słodki stół

Na naszym przyjęciu było siedmioro dzieci. Z myślą o nich przygotowałam słodki stoliczek, na którym leżał kosz z owocami, a także domowe słodkości – cake pops’y oraz mini-beziki i bezowe „lizaczki”. Powstały z „recyklingu”, dzięki czemu nic się nie zmarnowało. Bezy zrobiłam błyskawicznie, wykorzystując białka, które zostały od robienia tarty. Często wykorzystuję ten patent, a kiedy nie mam okazji, albo czasu, po prostu przekładam białka do pojemnika, zamykam szczelnie i zamrażam. Na pojemniku flamastrem zawsze zapisuję datę, a także ilość białek, tak, abym wiedziała, jak ustawić proporcje pozostałych składników.

Obok tradycyjnych bezów w wersji mini, uformowałam też kilka większych sztuk, które osadzone na patyczkach, udawały kwiatki w wazonie.

Do wykonania cake – pops’ów posłużyły mi „ścinki” biszkoptów, z których składałam tort. Zależało mi na równym kształcie, więc przycinałam trochę biszkopty z każdej strony, wyrównywałam wierzch… Każdy okruszek wrzucałam do miseczki, aż uzbierało się całkiem sporo. Wymieszałam je z odrobiną serka mascarpone i ulepiłam kuleczki, które następnie obtoczyłam w rozpuszczonej czekoladzie, a dzieciaki udekorowały cukrową posypką. Wbiłam w nie patyczki do szaszłyków i umieściłam w dekoracyjnej doniczce wysypanej ziarnami fasoli.

Po wielkim obżarstwie…

Nie czarujmy się – Komunia to nie wesele i goście z reguły nie biesiadują całą noc. Po sytym obiedzie i solidnej porcji słodkości, weszła u nas lekka kolacja w postaci przeróżnych sałatek, do których dołożyliśmy pieczone szaszłyki i podgrzaliśmy mięso z obiadu. Nic wielkiego, bez dodatkowej pracy i zamieszania, ale za to lekko i smacznie. Wybierając sałatki, pamiętajcie, by zwrócić uwagę na sos – domowe majonezy lub sosy jogurtowe są z reguły bezpieczne, ale bywa, że do sałatek szef kuchni doda „gotowca”, którego skład pozostawia wiele do życzenia. Nie proponuję także sałatek z makaronem, ani z grzankami. Najbezpieczniejsze będą jarzynowe klasyki, a także świeże wiosenne sałatki na bazie świeżych warzyw, sałat i nowalijek, skropione oliwą.

Uff… Udało się

Naszą Komunię św. – zarówno uroczystość, jak i przyjęcie – uważam za udaną. Pogoda dopisała, goście stworzyli wspaniałą atmosferę, a kucharka odpowiedzialna za catering okazała się osobą otwartą i kreatywną, dzięki czemu nie musiałam się obawiać, że mój Syn zje coś, czego nie powinien. Jeszcze rok temu bardzo obawiałam się tego dnia. Bałam się, że w tak małej mieścinie nie znajdę nikogo, kto podejmie się organizacji bezglutenowego przyjęcia. Obawiałam się, że wszystko będzie na mojej głowie, że będę musiała dopilnować każdego detalu i nie będzie mi dane cieszyć się tym dniem. Czas pokazał, jak bardzo się myliłam. Strach ma wielkie oczy – jak mawia stare przysłowie. Przekonałam się, że to szczera prawda.

Jeśli ten wyjątkowy dzień Pierwszej Komunii św. jest wciąż przed Wami, polecam Wam gorąco ten artykuł. Mam nadzieję, że Was zainspiruje, uspokoi i pomoże w przygotowaniach. A jeśli znacie kogoś, komu także może się przydać – udostępniajcie śmiało dalej. Niech wszyscy “bezglutenowi rodzice” przekonają się, że bezglutenowa komunia to nic trudnego!

tylkomama

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top
%d bloggers like this: